Powrót do strony głównej

   

Na straganie

Mokre święta

Mam trzy latka

Zupka z warzyw

Pisanki

Dziadek siwobrody
Liście Wielkanocny stół Choineczka zielona

Rzepka

Motyle

 

Pomidor

Mamo!

 

Chrzan

Cała łąka dla mamy  

Las

Trzy córki  

Sójka

Kosz wiosenny  

Jesienny wiatr

Kocham tatę

 
Jesienny pociąg

Chatka bajek

 

Przybywa jesień

Bambo

 
Jesienią

Czego Wam życzyć

 
Kto powie?

Toruń pachnie piernikami

 

Światła sygnalizatora

Czy to Kraków

 

Zielone światło

Na pożegnanie przedszkola

 

A cóż to za czupiradło?

Rozważania przedszkolaka

 

Samochody

Jedziemy na wakacje

 

Pożyteczne urządzenia

O Grzesiu kłamczuchu i jego Cioci

 

Górniczek

 Tydzień

 

Chory ząb

 Idzie niebo

 

Lekarstwo misia

Jeż

 

Biegały ptaszki

Łyżka i widelec

 

Ptak

Tadek Niejadek

 

Zaczarowane drzewko

Katar

 

Nowy Rok

Tulipan i róża

 

Choinka w przedszkolu

Gość z Marsa

 

Kolęda domowa

 Plusk do wody

 

Przy choince

 Co to jest ekologia?

 

Choinka

Co to jest przyroda?

 

Wieczór wigilijny Ziemia  
Dwanaście miesięcy

Nasze kwiaty

 

Zabawy na śniegu

 Baran

 

Diabełek

Fryzjer

 

Naprawiamy misia

Brudas

 

Chory kotek

Mucha

 

Kaczka Dziwaczka

Sposób na laleczkę

 

 

 

 

  

NA STRAGANIE

J. Brzechwa

Na straganie w dzień targowy

takie słyszy się rozmowy

- Może pan się o mnie oprze

pan tak więdnie panie koprze.

- Cóż się dziwić, mój szczypiorku

leżę tutaj już od wtorku...

Rzecze na to kalarepa:

- Spójrz na rzepę, ta jest krzepka.

Groch po brzuszku rzepę klepię:

- Jak tam rzepką? Coraz lepiej.

- Dzięki, dzięki panie grochu,

jakoś żyje się po trochu.

Lecz pietruszka - z tą jest gorzej,

blada, chuda, spać nie może.

- A to feler - westchnął seler.

Burak stroni od cebuli,

a cebula doń się czuli.

- Mój buraczku, mój czerwony,

czy byś nie chciał takiej żony?

Burak tylko nos zatyka

- Niech no pani prędzej zmyka,

ja chcę żonę mieć buraczą,

bo przy pani wszyscy płaczą.

- A to feler - jęknął seler.

Naraz słychać głos fasoli:

- Gdzie się pani tu gramoli?

- Nie bądź dla mnie taka wielka - odpowiada jej brukselka.

- Widzieliście jaka krewka -

zaperzyła się marchewka.

- Niech rozsądzi nas kapusta,

- Co? Kapusta? Głowa pusta.

A kapusta rzecze smutnie.

- Moi drodzy, po co kłótnie,

po co wasze spory głupie -

wnet i tak zginiemy w zupie.

- A to feler jęknął seler.

 

 

  

Zupka z warzyw

 

Szara skórka a z mundurka

oczka śmieją się.

Choć ziemniaczku do garnuszka

i ugotuj się.

Z marcheweczką, z pietruszeczką

w garnku sobie leż.

Będzie zupka dla wszystkich dzieci

i dla Pani też.

 

 

 

 

LIŚCIE   M. Gerson-Dąbrowska

Wietrzyk chodzi po ogródku,
Strąca złote liście,
Wietrzyk gra, a one tańczą,
Raźno, zamaszyście,

Szur, szur, szur, szur,
szu, szu, szu!

Lecą, lecą liście z drzewa
żółte i czerwone,
kręcą, kręcą się w
powietrzu,

W tę i w tamtą stronę.

Szur, szur, szur, szur,
szu, szu, szu!

Wietrzyk chodzi po ogródku,
Do tańca je prosi,
"Tańczcie! Tańczcie!" Słonko świeci,
Wiatr listki roznosi.

Szur, szur, szur, szur,
szu, szu, szu!

To podlecą, to opadną,
Spłoszoną gromadą,
Aż bezsilne i omdlałe
Pokotem się kładą.


 

 

 

 Rzepka

Julian Tuwim

 

Zasadził dziadek rzepkę w ogrodzie,
Chodził te rzepkę oglądać co dzień.
Wyrosła rzepka jędrna i krzepka,
Schrupać by rzepkę z kawałkiem chlebka!
Więc ciągnie rzepkę dziadek niebożę,
Ciągnie i ciągnie, wyciągnąć nie może!

Zawołał dziadek na pomoc babcię:
“Ja złapię rzepkę, ty za mnie złap się!”
I biedny dziadek z babcią niebogą
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

Przyleciał wnuczek, babci się złapał,
Poci się, stęka, aż się zasapał!
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Zawołał wnuczek szczeniacka Mruczka,
Przyleciał Mruczek i ciągnie wnuczka!
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Na kurkę czyhał kotek w ukryciu,
Zaszczekał Mruczek: "Pomóż nam, Kiciu!"
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Więc woła Kicia kurkę z podwórka,
Wnet przyleciała usłużna kurka.
Kurka za Kicię,
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Szła sobie gąska ścieżynką wąską,
Krzyknęła kurka: "Chodź no tu gąsko!"
Gąska za kurkę,
Kurka za Kicię,
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,

Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Leciał wysoko bocian - długonos,
"Fruńże tu, boćku, do nas na pomoc!"
Bociek za gąskę,
Gąska za kurkę,
Kurka za Kicię,
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

Skakała drogą zielona żabka,
Złapała boćka - rzadka to gradka!
Żabka za boćka,
Bociek za gąskę,
Gąska za kurkę,
Kurka za Kicię,
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
A na przyczepkę
Kawka za żabkę
Bo na tę rzepkę
Też miała chrapkę.

Tak się zawzięli,
Tak się nadęli,
Ze nagle rzepkę
Trrrach!! - wyciągnęli!
Aż wstyd powiedzieć,
Co było dalej!
Wszyscy na siebie
Poupadali:
Rzepka na dziadka,
Dziadek na babcię,
Babcia na wnuczka,
Wnuczek na Mruczka,
Mruczek na Kicię,
Kicia na kurkę,
Kurka na gąskę,
Gąska na boćka,
Bociek na żabkę,
Żabka na kawkę
I na ostatku
Kawka na trawkę.

  

 

 

 

POMIDOR

Jan  Brzechwa

 

Pan pomidor wlazł na tyczkę
I przedrzeźnia ogrodniczkę.
”Jak pan może,
Panie pomidorze?!”

Oburzyło to fasolę:
"A ja panu nie pozwolę!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Groch zzieleniał aż ze złości:
"Że też nie wstyd jest waszmości,
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Rzepka także go zagadnie:
"Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Rozgniewały się warzywa:
"Pan już trochę nadużywa.
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Pan pomidor zawstydzony,
Cały zrobił się czerwony
I spadł wprost ze swojej tyczki
Do koszyczka ogrodniczki.


 

 

   

 

 

CHRZAN

Jan  Brzechwa

Płacze chrzan na salaterce,
Aż się wszystkim kraje serce.
"Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"


Chudy seler płacze także,
Mówiąc czule: "Panie szwagrze,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"

Rozpłakała się włoszczyzna:
"Jak to można? Pan mężczyzna,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"

Pochlipuje bochen chleba:
"No, już dosyć! No, nie trzeba!
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"

Ścierka łka nad salaterką:
"Niechże pan nie będzie ścierką,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"

Wszystkich żal ogarnął wielki,
Płaczą rondle i rondelki:
"Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!"

A chrzan na to: "Wolne żarty,
Płaczę tak, bo jestem tarty,
Lecz mi nie żal tego stanu,
A łzy wasze są do chrzanu!"

 

 

  

  

 

 

L A S

                                         F. Kobryńczuk

 

Gdyby lasu nie było, gdyby go wyrąbano

Kto by szumiał wieczorem piosenki nam na dobranoc?

          Wiecie co by się stało, gdyby lasy wycięto?

          Zabrano by mieszkania wszystkim leśnym zwierzętom.

I zginęłyby marnie, żyłyby tylko w baśni,

Smutne byłoby życie bez zwierzęcej przyjaźni.

          Posadź ptakom przed domkiem świerk, dąb lub sosenkę

          A na pewno piosenką podziękują Ci pięknie.

 

 

   

Jan Brzechwa

SÓJKA


Wybiera się sójka za morze,
Ale wybrać się nie może.

"Trudno jest się rozstać z krajem,
A ja właśnie się rozstaję."


Poleciała więc na kresy
Pozałatwiać interesy.

Odwiedziła najpierw Szczecin,
Bo tam miała dwoje dzieci,
W Kielcach była dwa tygodnie,
Żeby wyspać się wygodnie,
Jedną noc spędziła w Gdyni
U znajomej gospodyni,
Wpadła także do Pułtuska,
Żeby w Narwi się popluskać,
A z Pułtuska do Torunia,
Gdzie mieszkała jej ciotunia.
Po ciotuni jeszcze sójka
Odwiedziła w Gnieźnie wujka,
Potem matkę, ojca, syna
I kuzyna z Krotoszyna.
Pożegnała się z rodziną,
A tymczasem rok upłynął.

Znów wybiera się za morze,
Ale wybrać się nie może.

Myśli sobie: "Nie zaszkodzi
Po zakupy wpaść do Łodzi."
Kupowała w Łodzi jaja,
Targowała się do maja,
Poleciała do Pabianic,
Dała dziesięć groszy za nic,
A że już nie miała więcej,
Więc siedziała pięć miesięcy.

"Teraz - rzekła - czas za morze!"
Ale wybrać się nie może.

Posiedziała w Częstochowie,
W Jędrzejowie i w Miechowie,
Odwiedziła Katowice [Mysłowice],
Cieszyn, Trzyniec, Wadowice,
Potem jeszcze z lotu ptaka
Obejrzała miasto Kraka:
Wawel, Kopiec, Sukiennice,
Piękne place i ulice.
"Jeszcze wpadnę do Rogowa,
Wtedy będę już gotowa."
Przesiedziała tam do września,
Bo ją prosił o to chrześniak.
Odwiedziła w Gdańsku stryja,
A tu trzeci rok już mija.

Znów wybiera się za morze,
Ale wybrać się nie może.


"Trzeba lecieć do Warszawy,
Pozałatwiać wszystkie sprawy,
Paszport, wizy i dewizy,
Kupić kufry i walizy."
Poleciała, lecz pod Grójcem
Znów się żal zrobiło sójce.
"Nic nie stracę, gdy w Warszawie
Dłużej dzień czy dwa zabawię."
Zabawiła tydzień cały,
Miesiąc, kwartał, trzy kwartały,
Gdy już rok przebyła w mieście,
Pomyślała sobie wreszcie:


"Kto chce zwiedzać obce kraje,
Niechaj zwiedza. Ja - zostaję."

   

 

   

Jesienny wiatr

H.Ożogowska

Wiatr jesienią ma robotę

w nocy i za dnia.

Ciągle strąca liście złote

i przed siebie gna.

I nasiona drzew bez liku

nosi tu i tam.

Kiedy spoczniesz już, wietrzyku?

Powiedz, powiedz nam!

Po zielonym wielkim lesie

wiatr piosenki dzieci niesie.

Aż się dziwią stare drzewa

  • Kto was tak nauczył śpiewać?

   

 

 JESIENNY POCIĄG  

                    Dorota Gellner

Stoi pociąg
na peronie-

żółte liście ma w wagonie
i kasztany, i żołędzie-
dokąd z nimi jechać będzie?

Rusza pociąg
sapiąc głośno.
Już w przedziałach
grzyby rosną,
a na półce,
wśród bagaży,
leży sobie bukiet z jarzyn.

Pędzi pociąg
lasem, polem
pod ogromnym parasolem.
Zamiast kół kalosze ma,
za oknami deszcz mu gra.
O, zatrzymał się na chwilę!
Ktoś w wagonie drzwi uchylił
potoczył w naszą stronę
jabłko duże
i czerwone.
 

 

 

Przybywa jesień (autor nieznany)

 

 

Spadają liście,

szeleszczą wkoło,

wiatr je unosi

gwiżdżąc wesoło.

Lecą kasztany,

cieszą się dzieci.

Słabiej niż latem

słoneczko świeci.

Nagle żołędzie

z drzewa spadają,

Chętnie je zaraz

dzieci zbierają.

Piękne korale

ma jarzębina,

to znak, że jesień

już się zaczyna.

 

 

 

Jesienią M. Konopnicka
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią:
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
Czerwone jabłuszka,
Złociste gruszeczki
Świecą się jak gwiazdy
Pomiędzy listeczki.
- Pójdę ja się, pójdę
Pokłonić jabłoni,
Może mi jabłuszko
W czapeczkę uroni!
- Pójdę ja do gruszy,
Nastawię fartuszka,
Może w niego spadnie
Jaka śliczna gruszka!
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
 

 

 

Kto powie? Maria Czerkawska
 

Przez sad idzie mały Maciuś,
śmieje się do słonka,

A tu pac! - czerwone jabłko
rzuca mu jabłonka.

Podniósł jabłko, idzie dalej,
a wtem obok dróżki

Pac, pac -co to? Stara grusza
zrzuciła dwie gruszki.

Podniósł Maciuś żółte gruszki,
bardzo jest szczęśliwy.

Znów pac, pac, pac - trzy śliweczki
spadły z gęstej śliwy.

Niesie Maciuś jabłko, śliwki,
gruszki, co się złocą.

Kto z was powie Maciusiowi, ile ma owoców?

 

 

 

ŚWIATŁA SYGNALIZATORA

D. Gellner

 Idą dzieci,

idą dzieci,

a nad jezdnią

sygnał świeci.

 Mam czerwone

wielkie oko,

mam buzię jak mak,

gdy pokażę się nad jezdnią,

wołam do was tak:

Uwaga! Czerwone światło!

Stój! O wypadek łatwo!

 Mam zielone

piękne oko,

zielone jak liść.

Gdy się zazielenię w górze,

to możecie iść.

Zielone światło, zielone!

Przechodźcie na druga stronę.

 A czy mrugacie też,

kiedy pada deszcz?

 Oczywiście! Co za pytanie!

Kto się zawsze zajmuje mruganiem,

ten nawet wtedy mruga,

gdy na świecie

deszcz i szaruga!

 

  

    

 

ZIELONE ŚWIATŁO

                                                     Tadeusz Śliwiak

Ulicami spieszą ludzie,

każdy gdzieś przed siebie gna.

Idą grubi idą chudzi.

Ktoś na smyczy wiedzie psa.

Jadą auta i tramwaje

Dyliżansów tylko brak...

Ale oto wszystko staje,

pan policjant daje znak.

Światło zielone,

światło zielone,

można przechodzić

na drugą stronę.

Pojazdów szereg

posłusznie czeka.

Krzywda nie spotka

tutaj człowieka.

Póki zielone

światło jak liść

- bezpiecznie można iść.

   

 

  

A cóż to za czupiradło?

J. Korczowska

 

A cóż to za czupiradło

na ulicę z bramy wpadło

i przechodniów roztrącając,

robi susy niby zając?

Włosy niczym snopek siana,

kurtka źle pozapinana,

przy rękawie szalik fruwa,

z teczki piórnik się wysuwa...

Bułka w zębach...W ręku kredki...

Jeden trzewik bez skarpetki,

rozwiązane sznurowadło...

Sapie, tupie czupiradło.

Wiecie kto to? Nie do wiary!

To do szkoły pędzi Marek...

Ze zgorszeniem ludzie obcy

oglądają się za chłopcem.

Biec ulicą? Hałasować?

To jest dobre dla głuptasów.

Wie, Jak trzeba się zachować,

Janek, uczeń drugiej klasy!

Czysta czapka i mundurek,

a w tornistrze kilka książek.

Wolno sobie maszeruje-

wpół do ósmej jest, więc zdąży.

Grzecznie się znajomym kłania,

uśmiechają się do niego.

Myślę, że ze sprawowania

zawsze piątkę masz, kolego?

Miły spacer o poranku.

Trzeba teraz minąć skwerek...

Powodzenia życzę, Janku!

Zaświergotał mu wróbelek.

Idzie Lidka przez ulicę

zajadając wiśnie.

Pac, pac! Pestki dookoła

rozrzuca bezmyślnie.

Pustą torbę szur na ziemię!

Jabłko teraz zajada...

Smaczne było, a ogryzek?

Bęc! Na asfalt spada...

Cóż, że później na ogryzku

niejeden przechodzień może potknąć się, poślizgnąć.

Ludce to nie szkodzi. Mama rano Basi dała.

na drogę cukierki.

Pyszne były! Basia wrzuca

do kosza papierki. Chcecie czystą mieć ulicę,

w swym kochanym mieście?

Sami dbajcie o porządek,

z Basi przykład weźcie!

Na chodniku przy krawędzi nieruchomo człowiek stoi.

Suną auta, tramwaj pędzi...

A on widać przejść się boi.

Ba! To przecież niewidomy!

Znak kalectwa - biała laska.

Pewno chciałby szepnąć komu: "Przeprowadźcie, jeśli łaska...

"Ale spójrzcie na Helenkę, już się zbliża nie wołana:

"Proszę trzymać mnie za rękę,

przeprowadzę zaraz pana”.

Stop! Czekajcie teraz, dzieci,

nie wolno iść dalej,

bo czerwona lampa świeci

na świetlnym sygnale.

O, już żółte światło mruga...

A teraz zielone!

Nie czekaliśmy zbyt długo

- marsz! Na drugą stronę.

“Znam sygnały - Jaś się chwali-

Mój brat jest harcerzem,

nauczył mnie doskonale

jak chodzić należy!

Spojrzę w lewo, później w prawo.

Poprzez pasy białe

idę szybko, bez obawy.

Ot, zadanie całe!

Ale Tadzik nie chce czekać...

Na jezdnię wybiega...

Między auta wszedł. Ucieka!

Gwizdek się rozlega.

Stój głuptasie, Wracaj mały!

Łatwo o wypadek!

Zgrzyt hamulców... Co się stało?

Boże! Gdzie Jest Tadek?

Zatrzymały się tramwaje...

Trąbią aut klaksony...

Tadzik leży. Nie, już wstaje...

rękę ma skrwawioną.

Pan policjant go prowadzi...

Ktoś pomóc się stara.

Głośno płacze Tadzik...

Sam siebie ukarał.

Trolejbusem zatłoczonym

Zbyszek dziś do szkoły jedzie.

Na ulicę zagapiony,

z nosem tuż przy szybie siedzi.

Cóż, że jakaś babcia obca

z trudem w ścisku się przepycha,

że ktoś często trąca chłopca,

że staruszek jakiś wzdycha...

Że ktoś krzyczy, ktoś się żali...

Tak się przecież dzieje co dzień.

Zbych ma miejsce. Jedzie dalej.

Tłok zuchowi nic nie szkodzi.

Jaki dzisiaj dzień wesoły!

Tyle słońca lśni na Wiśle.

Tomek wraca już ze szkoły.

o zabawie w piłkę myśli.

Tramwaj pędzi prosto, prosto...

Deń, deń! Dzwonek się odzywa.

Stop. Przystanek już za mostem,

pasażerów znów przybywa.

Miejsc zabrakło. W przejściu, siwa,

z pakunkami, stoi pani.

“Proszę usiąść” - Tom się zrywa,

“O, dziękuję ci, kochanie”.

Dziewięć wierszy w tej książeczce - dzieci dziewięcioro...

Które dzieci czytelnicy polubią? Wybiorą?

Gdy o każdej historyjce pomyślisz z osobna,

powiedz szczerze: które z dzieci do ciebie podobne?

  

 

 

 

 SAMOCHODY

B. Podolska

Czy znasz marki samochodów,

co ulicą jadą w pędzie?

Ruch dokoła, klakson trąbi,

nagle stop! Oj co to będzie?

Pan policjant ruch wskazuje,

auta stają w równym szyku,

bo na jezdnię wbiegł Krzyś mały

i wywołał tyle krzyku!

Pamiętajcie, wszystkie dzieci,

najpierw patrzcie w lewo, w prawo,

gdy zielone światło świeci,

trzeba iść przez jezdnię żwawo.

Samochody kolorowe:

żółte, bordo i brązowe,

chciałbym wszystkie namalować, wezmę farby, chcę spróbować!

 

 

   

Pożyteczne urządzenia

                                    Cz. Janczarski

 

To odkurzacz - głośno szumi,

za to pięknie sprzątać umie.

Wciągnął rurą kurz i śmiecie,

ani pyłku nie znajdziecie.

Elektryczna pralka w domu

to wygoda jest i pomoc.

Dobrze, że tę pralkę mamy,

bo oszczędza ręce mamy.

Gdy telefon - drr... zadzwoni,

już słuchawkę trzymam w dłoni.

I choć Basia jest daleko,

rozmawiam z nią przez telefon.

Telewizor to rzecz piękna,

O, już jest w nim Miś z Okienka,

Miś pozdrowił łapką Hanię,

Potem film był na ekranie.

Przy radiowej skrzynce siadam,

skrzynka... bajki opowiada.

A gdy w radio gra muzyka,

tańczę polkę i walczyka.

   

  

  

 GÓRNICZEK

Jestem sobie górniczek.

Kopię w kopalni chodniczek.

Kopię węgiel ładniutki,

jestem cały czarniutki.

Na głowie mam czapeczkę,

a w ręku mam lampeczkę.

Kopię węgiel stuk, stuk, suk.

Każdy mówi, żem ja zuch.

 

 

 

 

 CHORY ZĄB

J. Bechler

Ledwie wrócił Grześ z przedszkola,

ząb okropnie go rozbolał.

Ząbek bolał, płakał Grześ

i kolacji nie mógł zjeść.

Więc orzekli wszyscy zgodnie,

że Grześ pójdzie do przychodni,

W poczekalni jasnej, dużej,

 czas nikomu się nie dłuży:

chcesz – obrazki tu oglądaj,

chcesz – masz misia i wielbłąda,

A dentystka uśmiechnięta

grzecznie mówi do pacjenta:

- chodź tu bliżej, Grzesiu, siadaj

zaraz chory ząbek zbadam.

   

 

  

  

LEKARSTWO MISIA

 Helena Bechlerowa

Koło pieca siedzi miś.

- Taki chory jestem dziś!

- Co cię boli?

- Bok i brzuszek,

tu się ciągle trzymać muszę,

katar już od piątku trwa

i tu ból mam, a tu dwa.

- Grypa, misiu. Dam ci proszki.

- Nie pomogą, takie gorzkie!

- Aspirynę, misiu, zażyj.

Może ziółka ci zaparzyć?

- Aspiryna nie pomoże,

a po ziółkach będzie gorzej.

Przyznam ci się, Zosiu, sam,

że lekarstwo lepsze znam.

Łyżka, dwie wystarcza chyba.

Będę po nim zdrów jak ryba,

będę mruczeć mógł jak z nut.

- Cóż to za lekarstwo?

- Miód!

   

  

 

Biegały ptaszki

T.Kubiak

Biegały ptaszki, biegały

po śniegu jak płótno białym.

Stukały dzióbkiem w okienko:

- Rzućcie nam prosa ziarenko!

Ziemia na kamień zmarznięta.

- Czy o nas nikt nie pamięta?

Wybiegły dzieci z przedszkola,

sypią ziarenka na pole.

Ptaszki ziarenka zebrały

i dalej -  frrr – poleciały.

 

 

 

PTAK

     Julian Tuwim

 Na gałązce usiadł ptak:
Zaszczebiotał, zatrzepotał
Ostry dzióbek w piórka otarł,
Rozkołysał cały krzak.

Potem z świstem frunął w lot!
A gałązka rozhuśtana
Jeszcze drży, uradowana,
Że ją tak rozpląsał trzpiot.

 

  

  

Zaczarowane drzewko

M. Terlikowska

Choinka proszę pana

jest chyba zaczarowana,

bo zaraz wszystko odmienia:

było szaro, a ona wchodzi do domu –

zielona i spełnia marzenia.

Choinka – niby królewna

taka zielona i srebrna,

taka czerwona i złota.

A pod nią – nasze marzenia:

Lalka dla Mani i miś dla Henia,

nawet piłeczka dla kota.

Dobrze się bawić przy świeczkach,

tu miś, tu kot, tu laleczka.

I spać nam nikt jeszcze nie każe.

Choinka, proszę pana

choinka zaczarowana –

drzewko spełnionych życzeń.

   

 

  

 NOWY ROK

Helena Bechlerowa

 Idzie Nowy Rok

lasem, miastem, polem.

Za nim idzie czworo dzieci,

każde z pięknym parasolem.

Jeden parasol - niby łąka:

kwiaty na nim i biedronka.

A na drugim kłosy żyta,

mak jak promyk w nich zakwita.

Na tym trzecim nie ma kłosów

ani kwiatów i biedronek,

tylko liście kolorowe -

złote rude i czerwone.

Czwarty - pięknie haftowany,

srebrne gwiazdki błyszczą na nim.

Idzie Nowy Rok

lasem, miastem, polem...

Teraz nazwij wszystkie dzieci,

które niosą parasole!

  

 

   

  CHOINKA W PRZEDSZKOLU

Cz. Janczarski

Kolorowe świeczki,

kolorowy łańcuch.

Wkoło choineczki

przedszkolacy tańczą.

Serduszko z piernika,

pozłacany orzech.

Ciepło jest w przedszkolu,

chociaż mróz na dworze.

Za oknami – wieczór,

Złota gwiazdka błyska.

Bawi się w przedszkolu,

dziś rodzinka bliska.

Dziadzio siwobrody

wędruje po dworze.

Niesie do przedszkola

podarunki w worze.

 

 

  

  

 Kolęda domowa

W. Chotomska

 

Ta kolęda od opłatka się zaczyna,

Bo opłatkiem najpierw dzieli się rodzina.

Od opłatka i od życzeń naszej mamy,

od tych słów nad opłatkiem wyszeptanych.

 A ty, nasza kolędo domowa,

słowa mamy w pamięci zachowaj!

 

I już ryby, i już grzyby są na stole,

zaraz przyjdzie i na kluski z makiem kolej.

My z rybami to jesteśmy ciut na bakier,

ale bardzo nam smakują kluski z makiem.

Za te kluski, kolędo domowa,

naszej babci będziemy dziękować!

        

Teraz trzeba wyjąć paczki spod choinki,

bo Mikołaj przyniósł do nas upominki.

Tata mówi, że z pieniędzmi krucho raczej,

 a Mikołaj przyniósł do nas tyle paczek.

  Razem z nami, kolędo, zawołaj,

 że się udał rodzinie Mikołaj!

 

I zaśpiewaj, zakolęduj nam, kolędo,

że najbliżsi zawsze przy nas będą.

Że nikogo nie zabraknie przy tym stole,

przy kolędzie najpiękniejszej z wszystkich kolęd.

 

  

 

 

PRZY CHOINCE

Ludmiła Marjańska

 Zieleń pachnie lasem,

słoneczną gęstwiną,

jakby promień lata

do domu przypłynął.

Świecą niby słońca

elektryczne świeczki.

Wata na gałązkach

jak białe owieczki.

A na czubku gwiazda

wieczory ozłaca.

Co roku z choinką

dzieciństwo powraca.

To zielone drzewko,

ten zapach igliwia

jak uścisk matczyny

serce uszczęśliwia.

 

  

  

CHOINKA

Franciszek Kobryńczuk

 Drzewko zielone,

świeże, pachnące,

na twych gałązkach

bombki jak słońce,

jak gwiazdki świecą

blaskiem rzęsistym

dla Ciebie, dla mnie...

Świecą dla wszystkich.

Choinko nasza,

płoń nam radośnie!

Bądź nam wspomnieniem

zimą o wiośnie!

Bądź cząstką lasu,

z którego przyszłaś,

choinko nasza,

miła, najmilsza!

Gdy dzisiaj zgasną twe srebrne błyski,

zapłoń znów jutro

dobrem dla wszystkich.

   

 

Wieczór wigilijny T. Kubiak

Biały obrus lśni na stole,

pod obrusem siano.

Płoną świeczki na choince

co tu przyszła na noc.

Na talerzu kluski z makiem,

karp jak księżyc srebrny.

Zasiadają wokół stołu

dziadek z babcią, krewni.

Już się z sobą podzielili

opłatkiem rodzice.

Już złożyli wszyscy wszystkim

moc serdecznych życzeń.

Kiedy mama się dzieliła

ze mną tym opłatkiem

miała w oczach łzy widziałam,

otarła ukradkiem.

Nie wiem, co też mama chciała

szepnąć mi do ucha:

bym na drzewach nie darł spodni

pani w przedszkolu słuchał.

Nie dojrzałych jabłek nie jadł,

butów tak nie brudził...

Nagle słyszę, mama szepcze:

- Bądź dobry dla ludzi.

 

 

 

 

 

 

 

DWANAŚCIE MIESIĘCY

Pierwszy miesiąc, czyli styczeń
Zwykle śniegiem w oczy dmucha.

Drugi miesiąc, czyli luty
Rzadko chodzi bez kożucha.

Trzeci miesiąc, czyli marzec
Co dzień zmienia nam pogodę.

Czwarty miesiąc, czyli kwiecień
Wczesnej wiosny ma urodę.

Piąty miesiąc, maj zielony
Hojną ręką rzuca kwiaty.

Szósty miesiąc, czyli czerwiec
Ziołom daje aromaty.

Ósmy miesiąc, czyli sierpień
Jabłkiem błyska na jabłoni.

A dziewiąty, czyli wrzesień
Fioletami barwi wrzosy.

A październik, a dziewiąty
Rankiem nam czerwieni nosy.

Jedenasty ten listopad
Lubi deszcze i szarugi.

Zaś dwunasty, czyli grudzień
Twardym lodem kryje strugi.

 

  

 

 

 

ZABAWY NA ŚNIEGU

 Gdy pada śnieg, biały śnieg,

Gdy sypie i prószy biały śnieg.

Z górki na pazurki zjedziemy na sankach,

A ze śniegu ulepimy białego bałwanka.

Gdy pada śnieg, biały śnieg,

Gdy sypie i prószy biały śnieg

W mamę i tatę rzucimy śnieżkami

Przyszła mroźna, biała zima,

Pobawcie się z nami.

Gdy pada śnieg, biały śnieg,

Gdy sypie i prószy biały śnieg

 

 

DIABEŁEK

DZIECI: Za szafą mieszka diabełek, głowę ma jak kubełek.

Majtki w groszki, żółte szelki, a uszy jak 2 rondelki.

Gdy tylko w szafie poskładam

On zaraz robi bałagan.

Rozrzuca swetry, szaliczki, przymierza rękawiczki.

Skacze po półce z książkami i bajki przewraca różkami.

CHŁOPIEC: Mam dosyć tego diabełka. Znów wyjął klocki z pudełka.

I nowy wózek z lalkami, przewrócił do góry kołami.

CHŁOPIEC: O mama wraca z pracy.

MAMA: Dzieciaki co to znaczy. Co tu się znowu dzieje?

DZIECI: Oj, mamo to diabełek. Nie ma go, ale był i psocił ile sił.

DZIEWCZYNKA: A ty otwierasz drzwi i myślisz, że to my.

   

 

  

NAPRAWIAMY MISIA

Cz. Janczarski

  • Kto misiowi

urwał ucho?

No, kto? - pytam.

Cicho, głucho...

Nikt się jakoś

nie przyznaje.

Może jechał

miś tramwajem?

Może upadł

biegnąc z górki?

Może go

dziobały kurki?

Może Azor

go tarmosił,

urwał ucho,

nie przeprosił?

Igła, nitka,

rączek para.

Naprawimy

szkodę zaraz!

O, już sterczą uszka oba.

Teraz nam się

miś podoba!

  

 

   

CHORY KOTEK

Stanisław Jachowicz

 Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku.

I przyszedł kot doktor:

“Jak się masz koteczku?”

- “Źle bardzo” - i łapkę wyciągnął do niego.

Wziął za puls pan doktor poważnie chorego

I dziwy mu prawi:

“Zanadto się jadło,

Co gorsza, nie myszki, lecz szynki i sadło;

Źle bardzo... gorączka! Źle bardzo, koteczku!

Oj! długo ty, długo poleżysz w łóżeczku

I nic jeść nie będziesz, kleiczek i basta.

Broń Boże kiełbaski, słoninki lub ciasta”.

  • “A myszki nie można?” - zapyta koteczek -

“Lub z ptaszka małego choć parę udeczek?”

  • “Broń Boże! pijawki i dieta ścisła!

Od tego pomyślność w leczeniu zawisła”.

I leżał koteczek; kiełbaski i kiszki

Nie tknięte; z daleka pachniały mu myszki.

Patrzcie, jak złe łakomstwo! Kotek przebrał miarę,

Musiał więc nieboraczek, srogą ponieść karę.

Tak się z wami, dziateczki, stać może:

Od łakomstwa strzeż was Boże!

 

 

 

 

 

 

 

 

 KACZKA  DZIWACZKA

Jan  Brzechwa


Nad rzeczką opodal krzaczka
Mieszkała kaczka-dziwaczka,
Lecz zamiast trzymać się rzeczki
Robiła piesze wycieczki.

Raz poszła więc do fryzjera:
"Poproszę o kilo sera!"

Tuż obok była apteka:
"Poproszę mleka pięć deka."

Z apteki poszła do praczki
Kupować pocztowe znaczki.

Gryzły się kaczki okropnie:
"A niech tę kaczkę gęś kopnie!"

Znosiła jaja na twardo
I miała czubek z kokardą,
A przy tym, na przekór kaczkom,
Czesała się wykałaczką.

Kupiła raz maczku paczkę,
By pisać list drobnym maczkiem.
Zjadając tasiemkę starą
Mówiła, że to makaron,
A gdy połknęła dwa złote,
Mówiła, że odda potem.

Martwiły się inne kaczki:
"Co będzie z takiej dziwaczki?"

Aż wreszcie znalazł się kupiec:
"Na obiad można ją upiec!"

Pan kucharz kaczkę starannie
Piekł, jak należy, w brytfannie,

Lecz zdębiał obiad podając,
Bo z kaczki zrobił się zając,
W dodatku cały w buraczkach.

Taka to była dziwaczka!

   

 

  

MOKRE ŚWIĘTA

B. Mściwujewska

Rozsiadły się świąteczne baby parami

na haftowanym obrusie.

Te w środku z lukrem, tamte z rodzynkami i każda zapachem kusi.

Na półmisku rośnie owies – jak przystało –

prababci ręką wysiany,

cukrowany baranek skubie go nieśmiało,

A w poniedziałkowy ranek ...

Pisk! Krzyk! Śmiechy! Cała wieś tu biegnie!

Wiadra, miski, konwie i dzbanek ...

Któż się dzisiaj zimnej wody zlęknie?

Chyba tylko ten z cukru baranek!

 

  

 

PISANKI

Dorota Gellner

Patrzcie,

ile na stole pisanek!

Każda ma oczy

malowane,

naklejane.

Każda ma uśmiech

kolorowy

i leży na stole grzecznie,

żeby się nie potłuc

przypadkiem

w dzień świąteczny.

Ale pamiętajcie!

Pisanki

nie są do jedzenia

Z pisanek się wyklują

Świąteczne Życzenia!

 

 

 

 

 

 

 

WIELKANOCNY STÓŁ

Elżbieta Skarżyńska

Palmy - pachną jak łąka
w samym środku lata.
Siada mama przy stole,
a przy mamie - tata.
I my.
Wiosna na nas
zza firanek zerka,
a pstrokate pisanki
chcą tańczyć oberka.
Wpuśćmy wiosnę.
Niech słońcem
zabłyśnie nad stołem
w wielkanocne świętowanie,
jak wiosna wesołe! ....

 

 

 

MOTYLEK

Anna Przemyska

Motylek lekki

fruwa nad łąką,

w dole są kwiaty,

w górze jest słonko.

Fru, fru, fii, fii!-

wesoło, wesoło mu.

Motylek lekki

w trawie się błąka,

myśli, że kwiaty

to małe słonko.

Fru, fru, fii, fii!-

wesoło, wesoło mu.

Motylek lekki

fruwa nad światem,

myśli, że słońce

jest dużym kwiatem.

Fru, fru, fii, fii!-

wesoło, wesoło mu.

  

    

 

MAMO!!!

 

Mamo - zapnij mi guziczki.

Mamo - wciągnij mi buciczki.

Mamo - zawiąż sznurowadło.

Mamo - podnieś bo coś spadło.

Mamo - przynieś mi łyżeczkę.

Mamo - popraw poduszeczkę.

We dnie, w nocy, wieczór, rano,

ciągle tylko - pomóż mamo.

Za to beczeć umie sam,

znasz takiego, bo ja znam.

   

 

Cała łąka dla mamy

B. Lewandowska

 

- Mamo! Choć z nami!

Damy Ci - łąkę.

Z kwiatami,

ze skowronkiem,

ze słonkiem

Do wąchania,

słuchania,

patrzenia...

A do łąki dodamy

życzenia...

Nawet

gdy się zachmurzy

na niebie,

nawet

gdy się kłopotów nazbiera,

my uśmiechniemy się do siebie,

zawsze,

jak dziś,

jak teraz!

 

 

TRZY CÓRKI  Czesław Janczarski

Dorotka:
Mam jabłuszko czerwone
Jeszcze mokre od rosy.
Dla kochanej mamusi
Słodkie jabłko zaniosę.
Krysia:
Pomogę w pracy mamie,
Zrobię wielkie sprzątanie.
Niech się nie trudzą
Mamusi dłonie,
Niech odpocznie dziś mama
W słonku na balkonie.
Marysia:
A ja igłę przewlekę
Przez uszko i przyszyję guzik
Do fartuszka.
 „Jaki piękny dzień, niebo bez chmurki”.

Myśli mama „Mam trzy dobre córki”.

 

  

 

Kosz wiosenny 

Ewa Skarżyńska

Podaruję mamie

kosz wiosenny,
pierwiosnkowy, fiołkowy,

radosny.
Ze wstążkami, z motylami,
Ze świerszczem,
by wieczorem
śpiewał jej wiersze.
Kosz z kaczeńcem,
kosz z tulipanem,
by jej mówił - dzień dobry!
nad ranem
I by pachniał
słodko jak cynamon.
- Weź ode mnie
taką wiosnę, mamo!

 

 

 

KOCHAM TATĘ    T. Kubiak

 

 Kocham mojego tatę

chodzę z tatą na spacer

wtedy jest tyle słońca

wtedy nigdy nie płaczę.

Lubię kiedy mój tatuś

wraca z pracy do domu.

Ja zawsze mojemu tacie

mogę powiedzieć pomóż.

Gdy się zepsuje latawiec

wrotki, samochód lub rower

Mój tatuś rower naprawi

i dalej ruszaj w drogę.

To tatuś mi opowiada

o gwiazdach, ptakach w obłokach

Dlatego mojego tatę

tak bardzo - bardzo kocham.

 

 

CHATKA BAJEK

Elżbieta Ostrowska

 Stoi chatka na rozstaju,

wszystkie bajki w niej mieszkają.

Stuk, puk... entliczki pentliczki...

Otwierajcie w chatce drzwiczki!

Idzie, idzie bajka w świat

w czarodziejskiej szacie.

Przyjrzyjcie się dobrze - może ją poznacie?...

Jest ubrana jak na bal:

w długa suknię, w piękny szal.

Rozpuściła jasne włosy.

Rąbek sukni już unosi,

tańczy lekko, na paluszkach.

Czy królewna to, czy wróżka?

Trzewiczek jej z nóżki spadł!

Czy już teraz każdy zgadł?...

Kto to buty wdział czerwone?

Chodzi w jedną, w drugą stronę,

to “miau!” - woła, oczy mruży,

to poprawia but zbyt duży

lub przy bucie sznurowadło...

Któż to taki? Trudno zgadnąć?...

Kukułeczka kuka w lesie.

Kto to wchodzi? Koszyk niesie.

A na głowie ma czapeczkę,

zawiązaną na wstążeczkę.

Niesie koszyk, w tym koszyku

pełno różnych smakołyków.

- Pewnie wilk się tu gdzieś skrada!-...

Cóż to jest za bajka nowa?

Mogą pomóc wam te słowa:

“Dziś są mamy imieniny.

Niespodziankę mamie zrobię.

Jagód zbiorę w krobki obie...”

 

 

 

BAMBO

Julian Tuwim

 

Murzynek Bambo w Afryce mieszka,

czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej “Pierwszej czytanki”.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje - to jego praca.

Aż mama krzyczy: “Bambo, łobuzie!”

A Bambo czarną nadyma buzię.

Mama powiada: “Chodź do kąpieli”,

A on się boi, że się wybieli.

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego Murzynka.

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły

Nie chodzi razem z nami do szkoły.

  

 

  

CZEGO WAM ŻYCZYĆ

 Maria Terlikowska

 

Czego życzyć Dzieciom w Dniu Dziecka:

czarnych kotów na białych przypieckach,

burych kotów -

a może i białych...

byle były

i byle mruczały.

Życzę także Wam niskich okien

ze słonecznym, zielonym widokiem

a nad oknem - gałęzi kasztana

żeby kos miał gdzie śpiewać od rana.

Życzę rzeki i piasku przy rzece

na wspaniałe, piaskowe fortece.

I poziomek w leśnych kotlinach

drzew, na które dobrze się wspinać.

Życzę także wam koca, nie-koca,

który sny Wam przynosi po nocach

taki koc spełnia wszystkie życzenia:

to się w okręt, to w wyspę przemienia...

bywa też latającym dywanem

by się znowu stać kocem nad ranem.

I co jeszcze?

Już chyba niewiele:

śmiechu w domu

i lodów w niedzielę

i przyjaciół najlepszych na świecie

i wszystkiego, wszystkiego, co chcecie.

  

 

 

 

Toruń pachnie piernikami

B. Lewandowska

Nad Toruniem noc zapada,

usiadł kot na Krzywej Wieży

Kot kociętom opowiada

o piernikach słodkich, świeżych.

Toruń, stary Toruń

nadwiślański gród

pachnie piernikami,

bo w piernikach miód.

Nad Toruniem księżyc w pełni,

nad Toruniem gwiazdy płoną,

kiedyś widział je Kopernik

najsławniejszy nasz astronom.

 

  

 

CZY TO KRAKÓW

Jerzy Kierst

Z Mariackiej wieży

na srebrnej trąbce.

Co to za koncert?

A pod Wawelem

do jamy ścieżka.

Kto w jamie mieszkał?

Kogut na Rynku

macha skrzydłami.

Kto jeździł na nim?

Konno, z buławą,

z brodą do pasa.

Któż to tak hasa?

U czapki pióro

i wiatr w sukmanie.

Co to za taniec?

Kłębami dymów

światła zasnute.

Czy znasz tę hutę?

Ten Wawel, Rynek,

gołębi dwieście,

w jakim to mieście?

  

    

 

Na pożegnanie przedszkola

 

Kart w kalendarzu

było niemało.

Codziennie jedną

zdejmował czas.

 

  

Będziemy teraz

już pierwszą klasą.

Może najlepszą

ze wszystkich klas.

 

 

 

 I cóż powiecie?

Ot, przeleciało.

Rok szkolny minął

jak z bicza trzasł.

 

  

Żegnaj przedszkole!

Żegnaj na długo!

Teraz już szkoła

zaprasza nas.

  

  

 

 ROZWAŻANIA PRZEDSZKOLAKA

Minął przedszkolny okres wesoły

i trzeba będzie iść do tej szkoły ...

Tu – były klocki, misie, zabawki,

tam – tylko lekcje i twarde ławki.

Zamkną mnie w klasie i przy zeszycie,

posadzą chyba na całe życie.

A gdy z niej wyjdę kiedyś po latach

to będę pewnie starszy niż tata.

Lecz zrobię kawał i szybko wrócę

znów do przedszkola,

gdy się nauczę

pisać.

I czas mi jakoś przeleci ...

Będę autorem bajek dla dzieci.

 

 

  

 

JEDZIEMY NA WAKACJE

Cz. Janczarski

Jedziemy na wakacje

do lasu, nad wodę.

Prosimy ciebie, słonko

o piękną pogodę.

Jedziemy na wakacje

nad morze, na plażę.

Kolorowe muszelki

przynieś, falo, w darze.

 

Jedziemy na wakacje

w te góry wysokie.

Nie chowajcie się, szczyty,

za mgłą, za obłokiem.

Jedziemy na wakacje

Na Mazury? Może!

Wyjrzyj z krzaków, prawdziwku,

czekaj na nas w borze.

   

 

  

O Grzesiu kłamczuchu i jego Cioci

Julian Tuwim

 

- Wrzuciłeś, Grzesiu, list do skrzynki, jak prosiłam?
- List, proszę Cioci? List? Wrzuciłem, Ciociu miła!
- Nie kłamiesz Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie!
- Jak Ciocię kocham, proszę Cioci, że nie kłamię!
- Oj Grzesiu, kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci!
- Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę Cioci!
- Wuj Leon czeka na ten list więc daj mi słowo.
- No słowo daję! I pamiętam szczegółowo:
List był do wujka Leona,
A skrzynka była czerwona,
A koperta.. no taka... tego...
Nic takiego nadzwyczajnego,
A na kopercie nazwisko
I Łódź, i ta ulica z numerem,
I pamiętam wszystko:
Ze znaczek był z Belwederem,
A jak wrzucałem ten list do skrzynki,
To przechodził tatuś Halinki,
I jeden oficer tez wrzucał,
Wysoki - wysoki,
Taki wysoki, ze jak wrzucał to kucał.
I jechała taksówka... i powóz...
I krowę prowadzili... i trąbił autobus,
I szły jakieś trzy dziewczynki,
Jak wrzucałem ten list do skrzynki...
Ciocia głową pokiwała,
Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia:
- Oj Grzesiu, Grzesiu!
Przecież ja ci wcale nie dałam
Żadnego listu do wrzucenia!...

 

 

 

TYDZIEŃ

Jan  Brzechwa

 

Tydzień dzieci miał siedmioro:
"Niech się tutaj wszystkie zbiorą!"


Ale przecież nie tak łatwo
Radzić sobie z liczną dziatwą:

Poniedziałek już od wtorku
Poszukuje kota w worku,

Wtorek środę wziął pod brodę:
"Chodźmy sitkiem czerpać wodę."

Czwartek w górze igłą grzebie
I zaszywa dziury w niebie.

Chcieli pracę skończyć w piątek,
A to ledwie był początek.

Zamyśliła się sobota:
"Toż dopiero jest robota!"

Poszli razem do niedzieli,
Tam porządnie odpoczęli.

Tydzień drapie się w przedziałek:
"No a gdzie jest poniedziałek?"

Poniedziałek już od wtorku
Poszukuje kota w worku -
I tak dalej...

 

 

  

 

 

 

Idzie niebo

 E. SZELBURG - ZAREMBINA

 Idzie niebo ciemną nocą
 ma w fartuszku pełno gwiazd.
 Gwiazdy błyszczą i migocą,
 aż wyjrzały ptaki z gniazd.
 Jak wyjrzały - zobaczyły
 i nie chciały dalej spać,
 kaprysiły, grymasiły,
 żeby im po jednej dać!
 - Gwiazdki nie są do zabawy,
 tożby nocka była zła!
 Ej!  Usłyszy kot kulawy!
 Cicho bądźcie!... A, a, a..
.

 

 

 

 

 

JEŻ   Hanna Zdzitowiecka
 

Krótkie nóżki, długi ryjek,
 ostre kolce ciało kryją.
 Ach, cóż to za groźny zwierz?
 To jest jeż, malutki jeż.

 

 Węszy noskiem w lewo, w prawo,
 to pod listkiem, to pod trawą,
 gdzie się kryje dobry łup.
 Drepcze mały jeż - tup, tup.

 

   Drepcze poprzez lasu gąszcze,
   łapie myszy, węże, chrząszcze...
   Gdy zimowe przyjdą dni,
   zagrzebany w liściach śpi.
 

 

 

 

ŁYŻKA I WIDELEC   T. Śliwiak

 

Siostra łyżka, brat widelec –

ona gruba

on chudzielec,

Nie przybywał nic na wadze.

 

Rzekła łyżka:

- Ja ci radzę,

Zupki jedz,

Bo z zup się tyje.

Popatrz, jaką ty masz szyję!

Wszystkie ci wystają kości.

Długo tak zamierzasz pościć?

 

- Nie chcę zup,

bo ich nie znoszę.

Jedz je sama, bardzo proszę!

Dość już tego mam gadania.

Ja jem tylko drugie dania.

 

 

 

 

 

 

TADEK NIEJADEK

Helena Murawska

Był sobie mały Tadek-niejadek,
bardzo mozolnie zjadał obiadek.
Ziemniaczki, zupka, kluseczki, udka -
ciągle tak samo rosły mu w buzi
i talerz był pełny i miska i smętnie
mieszała w talerzu łyżka, łyżeczka,
czasem widelec.
Tadek miał oczy łez pełne i minę
nie najszczęśliwszą, wtem w okno
popatrzył, otwarty był lufcik.
A gdybym tak w ptaszka małego
się zmienił - pomyślał i westchnął
bo skrzydła mu rosły.
Spełniło się więc życzenie.
Wyleciał przez lufcik,
nad ogrodem szybuje,
nad miastem,
szczęśliwy niezmiernie.
lecz co to?
głód poczuł więc szybko
powrócił przez lufcik do domu
I smaczne już były ziemniaczki
i zupka i szybko zniknęły z talerza.
Aż sama mamusia krzyknęła w zachwycie
- Niejadku czy ktoś ci pomagał w obiadku?!

 

 

 

 

 

Katar  J. Brzechwa

Spotkał katar Katarzynę -
A - psik!
Katarzyna pod pierzynę -
A - psik!

Sprowadzono wnet doktora -
A - psik!
Pani jest na katar chora -
A - psik!

Terpentyną grzbiet jej natarł -
A - psik!
A po chwili sam miał katar -
A - psik!

Poszedł doktor do rejenta -
A - psik!
A to właśnie były święta -
A - psik!

Stoi flaków pełna micha -
A - psik!
A już rejent w michę kicha -
A - psik!

Od rejenta poszło dalej -
A - psik!
Bo się goście pokichali -
A - psik!

Od tych gości ich znów goście -
A - psik!
Że dudniło jak na moście -
A - psik!

Przed godziną jedenastą -
A - psik!
Już kichało całe miasto -
A - psik!

Aż zabrakło terpentyny -
A - psik!
Z winy jednej Katarzyny -
A - psik!

 

 

 

 

Tulipan i róża   

              J. Brzechwa

W jednym stali wazonie tulipan i róża.
Rzekł tulipan:
Dalipan,
Że to mnie oburza,
Pokoju nikt nie wietrzy, duszno niesłychanie,
W takiej temperaturze żyć nie jestem w stanie.
Lufcik niech gospodyni przynajmniej otworzy,
Już wczoraj źle się czułem, a dziś - jeszcze gorzej!

Odrzecze na to róża: Panie
Tulipanie,
Proszę, niech pan nie nudzi i kwękać przestanie.
Egoista i sobek z pana! Jak pan może
Domagać się wietrzenia, gdy chłód jest na dworze?
Jeśli pan nie zamilknie - język panu przytnę!
Zdrowie mam takie kruche, płatki aksamitne,
Łodyżki delikatne, przeciągów się boję,
Zaraz dreszczy dostaję, gdy wietrzą pokoje,
Woń, barwę mogę stracić przy lada chorobie,
A pana to nie wzrusza. Pan myśli o sobie!

Rzekł tulipan:
Dalipan,
Sądzi pani błędnie,
Wiadomo, że kwiat każdy bez powietrza więdnie,
Lecz jeśli pani każe - chętnie się poświęcę,
Dla pięknej róży - wszystko! I nie mówmy więcej!
Okna pozamykane niech będą. Pokoje
Nieprzewietrzane. Trudno!
I zwiędli oboje.

Nazajutrz gospodyni, żałując tej straty,
Wyrzuciła na śmietnik dwa zwiędnięte kwiaty.

 

 

Gość z Marsa

          Bożena Głodkowska

Smutno samej jeść śniadanie
- pomyślałam z żalem,

gdy na stole wylądował

latający talerz.

Wysiadł z niego dziwny ludzik

 zielony jak trawa.

 Zajrzał w talerz mój i spytał:

co to za potrawa?

Potem zjadł mi cala zupę,

zagryzł ją rogalem

i na Marsa prędko wrócił,

lecz.... pomylił talerz.

 

 

 

PLUSK DO WODY   B. Lewandowska

Mama – foka, tato – foka

 Mają synka Obiboka.

 Mama prosi: „Obiboku,

 Nurkuj w fale! Próbuj skoków!”

 - Pracuj synku! – prosi tato.

 - Tłustą flądrę dam Ci za to.

 Babka też na wnuka fuka:

 „Ważną sprawą jest nauka!

 Obiboku! Lato mija!

 A on nadal bąki zbija!”

 Nagle mors zawołał basem:

 „Ten Obibok jest brudasem!”

 „Co? Brudasem? O, akurat!”

 I Obibok – plusk! – dał nura!

 

 

 

Co to jest ekologia?
 D. Klimkiewicz; W. Drabik
Ekologia – mądre słowo,
a co znaczy? – powiedz, sowo!
Sowa chwilkę pomyślała
i odpowiedź taką dała:
To nauka o zwierzakach,
lasach, rzekach, ludziach, ptakach.
Mówiąc krótko w paru zdaniach
o wzajemnych powiązaniach
między nimi, bo to wszystko
to jest nasze środowisko.
Masz je chronić i szanować
– powiedziała mądra sowa …
 

 

 

Co to jest przyroda?

           Danuta Gellnerowa
 

Co to jest przyroda?
- To drzewa i kwiaty,
liście i woda.
Motyl nad łąką,
biała stokrotka.
- Przyroda jest wokół,
wszędzie ją spotkasz!
Ptak rozśpiewany,
grające świerszcze ...
- Powiedzcie proszę,
co jeszcze, co jeszcze?
- Kochaj przyrodę!
Szanuj przyrodę!
Omijaj w lesie
Sadzonki młode!
- Szanuj przyrodę!
Kochaj przyrodę!
Kwiatom w doniczkach
nie żałuj wody!
Dbaj o trawniki!
Niech koło domu
będzie wesoło!
Będzie zielono!


 

 

Ziemia  Z. Nosalski
 

Kochamy Cię Ziemio:
za liście jesienią.
za pierwszy śnieg biały,
za las oszroniały,
za tęczę po deszczu,
za ptaki w powietrzu.

Za Odrę Wisłę,
za góry i morze,
za Kraków, Warszawę
za przyszłość i sławę,
za rytm Twoich przemian
kochamy Cię ziemio.

 

 

Nasze kwiaty  

M. Konopnicka

Jeszcze śnieżek prószy,
Jeszcze chłodny ranek,
A już w cichym lesie
Zakwita sasanek.

A za nim przylaszczka
Wychyla się z pączka
I mleczem się żółtym
Złoci cała łączka.

I dłużej już dzionka,
I bliżej słoneczka….
A w polu się gwieździ
Biała stokroteczka.

A dalej fiołki,
Wskroś trawy, pod rosą,
W śnieżnych swych czareczkach
Woń przesłodką niosą.


A tuż ponad strugą,
Co wije się kręta,
Niezapominajka
Otwiera oczęta.

A w gaju, wśród liści,
W wilgotnej ustroni,
Konwalia bieluchna
W dzwoneczki swe dzwoni

 

 

 

 

 

Baran   J. Brzechwa

Przyszedł baran do barana
I powiada: "Proszę pana,
Nogi bolą mnie od rana,
Pan mnie weźmie na barana."

Baran tylko głową kręci:
"Nosić pana nie mam chęci,
Ale znam pewnego wilka,
Który nosił razy kilka."

Trwoga padła na barany:
"Dobrze pomyśl, mój kochany,
Wiesz, co było swego czasu?
Nie wywołuj wilka z lasu!"

Baran słysząc to zbaraniał,
Baran dłużej się nie wzbraniał,
I - choć rzecz to niesłychana -
Wziął barana na barana.

 

 

Fryzjer W. Chotomska

Od poniedziałku aż do soboty,
fryzjer ma bardzo dużo roboty.
W poniedziałki -robi przedziałki,
we wtorki - strzyże kędziorki,
w środy - goli brody,
w czwartki, piątki i soboty
kręci paniom papiloty.

A gdy skończy się fryzjerski tydzień
fryzjer w niedzielę za miasto idzie.
Siada pod drzewkiem, w zielonym cieniu
i te piosenkę gra na grzebieniu.

Robię przedziałki - w poniedziałki,
strzygę kędziorki- we wtorki,
golę brody- we środy,
a kręcę paniom papiloty
we czwartki, piątki oraz soboty.

 

 

Brudas   J. Brzechwa

Józio oświadczył: „Woda mi zbrzydła,
Dość już mam szczotki, wstręt mam do mydła!”
I odtąd przybrał wygląd straszydła.

Płakała matka i ojciec gryzł się:
„Ten Józio wszystkie soki z nas wyssie,
Od dwóch tygodni już się nie myje,
Czarne ma ręce, nogi i szyje,
Twarz ma od ucha brudną do ucha,
Czy kto takiego widział smolucha?
Poradźcie, ludzie, pomóżcie, ludzie,
Przecież nie można żyć w takim brudzie!”

Józio na prośby wszelkie był głuchy,
Lepił się z brudu jak lep na muchy,
Czego się dotkną, tam była plama,
Wołał: „Niech mama myje się sama,
Tato niech kąpie się nieustannie,
Stryjek i wujek niech siedzą w wannie,
Niech się szorują, a ja tym czasem
Będę brudasem! Chcę być brudasem”...



 

 

Mucha   J. Brzechwa

Z kąpieli każdy korzysta,
A mucha chciała być czysta.
W niedzielę kapała się w smole,
A w poniedziałek w rosole,
We wtorek – w czerwonym winie,
A znowu w środę – w czerninie,
A potem w czwartek – w bigosie,
A w piątek – w tatarskim sosie,
W sobotę – w soku z moreli...
Co miała z takich kąpieli?
Co miała? Zmartwienie miała,
Bo z brudu lepi się cała,
A na myśl jej nie przychodzi,
Żeby wykapać się w wodzie.



 

 

 

Sposób na laleczkę  

                Maria Konopnicka

Moja mamo, z tą laleczką
Nie wytrzymam chyba dłużej!
Ciągle stoi przed lusterkiem,
Ciągle tylko oczki mruży.

To się muska, to się puszy,
To sukienki wciąż odmienia,
A co zniszczy kapeluszy!
Same, same utrapienia.

Ni do książki, ni do igły,
Tylko różne stroi miny,
Już doprawdy, proszę mamy,
Nie wytrzymam i godziny!

Klapsów chyba dam jej kilka
Albo w kącie ją postawię:
Dzień jest przecież do roboty,
A ta myśli o zabawie!

Na to mama: - Już ja tobie
Podam sposób na laleczkę;
Usiądź sobie tutaj przy mnie
I do ręki weź książeczkę.

Nie zaglądaj przez dzień cały
Do lusterka, ucz się ładnie,
A zobaczysz, że i lalkę
Do tych minek chęć opadnie.

Chcesz poprawić swą laleczkę,
Pracuj pilnie, pracuj szczerze...
Bo ci powiem, moja Julciu,
Ona z ciebie przykład bierze!

 

 

Mam 3 latka

Mam 3 latka, 3 i pół, sięgam broda ponad stół.

Mam fartuszek z muchomorkiem, do przedszkola chodzę z workiem,

wszystko zjadam z talerzyka, tańczę kiedy gra muzyka.

Umiem bajkę o koteczku, o upartym koziołeczku

i o piesku co był w polu, nauczyłam się w przedszkolu.

 

 

Dziadek siwobrody

Dziadek siwobrody w czerwonym kożuchu,

zapukał dziś rano do sali maluchów.

 

 

 

Choineczka zielona

Choineczka zielona

przyszła z lasu do dzieci

zamieszkała w ich domkach,

będzie pachnieć i świecić.